środa, 30 kwietnia 2014

foto my









sens życia


"Ciągle mam siłę, aby kochać, żyć, być...."



http://dzielnicarodzica.pl/42372/40/artykuly/mama_i_tata/aktywna_mama/W_poszukiwaniu_sensu_zycia



http://dzielnicarodzica.pl/42016/40/artykuly/mama_i_tata/aktywna_mama/Szczesliwa_mama_aktywna_mama

♡♥♥

wtorek, 29 kwietnia 2014

polecam, zachęcam

 Bardzo fajna brytyjska (dokładniej - National Trust) inicjatywa.
Drogie mamy i tatusiowie warto się przyłączyć nawet nie mieszkając na Wyspach.
chodzi o dobrą zabawę oraz obcowanie z naturą.


https://www.50things.org.uk/


Trzeba się spieszyć,  bo wszystko ma być wykonane przed osiągnięciem lat 11 i  3/4    :-D


♡♥♡

piątek, 25 kwietnia 2014

jak to jest...

Osobowość dziedziczymy czy nabywamy?
Zaintrygował mnie pewien artykuł, w którym padło stwierdzenie, że to nie kwestia genów jest za nią odpowiedzialna jak dotąd uważano.



Jak to się rozkłada procentowo?
co ciekawe pewni badacze Japońscy doszli do wniosku, że osobowość zależy także od grupy krwi, ale to taka dygresja mała.


Podano, że nasza osobowość kształtowana jest przez środowisko,  a interakcja odbywa się stale.
Zwrócono mocno uwagę na pierwsze 6 lat życia człowieka. Są wg badaczy kluczowe w tworzeniu Uwarunkowań/ wzorców. Główne czynniki: 1. troska rodziców we wczesnym okresie życia 2. pozycja w rodzinie 3. czułość, okazywanie uczucia rodziców 4. dzieciństwo rodziców.


-----------------------------------
Biorąc za przykład siebie zaczęłam się mocno zastanawiać.
Gdyby była dziedziczna w większości to na pewno byłabym gorszą odmianą siebie.  Wnioskuję z cech/wad/słabości/ skłonności moich rodziców oraz przodków.
Dom i wychowanie, przekazywanie wartości przemilczę. [pewne zasady zostały na całe szczęście wpojone mi we wczesnym dzieciństwie, to na ich bazie wypracowywałam sobie kolejne już]
Gdyby kształtowało mnie  przede wszystkim otoczenie, myślę, że również nie byłabym tą Marleną, gdyż do pewnego momentu było bardzo mocno zróżnicowane. Podatność małoletniej głowy na bodźce różnorakie jest niebezpiecznie ogromna, lecz mimo pomyłek - raczej w porównaniu z gdzieś tam usłyszanymi historiami wypadam i tak na anioła - dokonywałam z perspektywy czasu niezłych decyzji. Dopiero z biegiem czasu uczyłam się selekcjonować krąg znajomych i tak dalej.
To jaka jestem uważam intuicyjnie/ dzięki inteligencji/ nie wiem jak to nazwać zawdzięczam temu co mam w głowie.  Moim opiniom, moim błędom, mojej wiedzy, odbioru środowiska i wyborowi najlepszej według mnie opcji.
Pewne zwyczaje, nauki oczywiście wpojono mi we wczesnym dzieciństwie,  ale w okresie nastoletnim byłam zdana sama na siebie i swój rozum.  Niesprawiedliwie oceniana,  raniona słowami jak i  obojętnością. W towarzystwie rozżalenia, pustki, rozpaczy. Zdana na łaskę lub nie łaskę innych. Potrzebująca uczucia oraz akceptacji. Nie było przewodnika, opiekuna. Szukałam ich sama. Dobierając według uznania. Towarzystwo szkolne było różne.  Nikt się nie interesował z kim przebywam. Mogłam się stoczyć,  popełnić wiele błędów i głupstw, których nie popełniłam. Sama ustalałam reguły, nakazy, zakazy.
Jak na dziecko pozostawione samo sobie,  błądzące w ciemnym labiryncie, w trudnym bardzo czasie - jestem z siebie dumna.
Ja jak i mój brat z wyboru ♥  kierowaliśmy się własnym rozumem jako filtrem na życie.  Wybraliśmy ścieżkę,  którą chcemy iść i jest to droga dobra. Pomogła nam rodzina, czyli  przyjaciele pojawiający się w naszym życiu, którzy "zastąpili" najbliższych. U nich podpatrywaliśmy codzienność, normy, relacje panujące w ich domach. To była nauka, lepsza niż ta w szkole, bo dla nas najistotniejsza. Żeby wiedzieć co dalej, w jaki sposób, co się liczy.
Bardzo cenię ludzi podobnych do nas... takich co mimo przeciwności stali się nieprzeciętni. Próbują  wydostać się z bezsensowności, zmienić zasady im narzucane, nie powielają patologii, dysfunkcyjności itp. To dzięki ich charakterowi, osobowości, mądrości.


Dochodzę do wniosku, iż autentycznie "każdy jest kowalem własnego losu" mimo wszystko,  zganianie odpowiedzialności na wszystko/ wszystkich dookoła jest nie zasadne. Negatywne uwarunkowania w większym lub mniejszym stopniu nosi w sobie każdy człowiek,  cechy charakteru mogą być wadami, ale to my tym wszystkim "zarządzamy". Zawsze występuje czynnik taki jak fart/zbieg okoliczności wpływający na pewne sytuacje. Niemniej jednak każdy z nas ma  największy wpływ na to co robi, jak myśli, jak żyje.

Osobowość nabyta uwarunkowana nieco genealogią, uzależniona od zawartości głowy.
 Nie wiem czy to odpowiedź na to iście  skomplikowane pytanie, ale to moja odpowiedź.
♡♥♡

czwartek, 24 kwietnia 2014

100 % chemii i 100% okrucieństwa

Razem z pytaniami ciężkiej wagi córki mej mądralińskiej sama zaczynam pytać,  bo nie wiem.

np. czemu jemy krówkę a pieska nie?


Sama przed sobą czuję się ogromną hipokrytką, z jednej strony pałaszującą kurczaka a z drugiej uczącą dziecko, że kurki są takie fajne, no i generalnie nikomu nie można robić krzywdy oraz nie potrafiącą znieść widoku wiszących w sklepach ciał zwierzęcych całych. [ właśnie przypomniał mi się filmik, którego już nigdy nie chciałam odtwarzać w głowie,  okrutny do masakrycznie :'(]
w zasadzie to mogłabym nie jeść mięsa myślę w ogóle bez problemu. Wielu odmian omijam od dawna. W zasadzie głównie te biedne kurczaki lądują na moim talerzu. Mielone i schabowe tak często gościły w moim życiu w menu, że nie chcę w ogóle do nich wracać.
Z wieprzowiny rezygnuję kompletnie. Tak, naczytałam się i nawet jeśli informacje mijają się z prawdą, ja podobnie jak muzułmanie dziękuję.
A propo muzułmanie jak i żydzi zabijają zwierzęta zgodnie z nakazem religii,  ale chyba też jeśli można tak to nazwać z poszanowaniem. [ponadto z rozsądkiem - czekają aż krew spłynie,  żeby w mięsie nie było bakterii, gdy zaczyna się rozkładać]



Jak by nie było jest to dla mnie temat rzeka, ukazujący jak wiele na świecie jest nie spójności oraz niesprawiedliwości. Wszystko to takie dziwne i skomplikowane. Wyższość jednego nad drugim...
Dojrzewam do decyzji żeby przejść na wegetarianizm.
Z powodu etyki, żałowania zwierząt? Tak. Ale nie tylko. Bo w dzisiejszym świecie kwestia wrażliwości na krzywdę zwierząt łączy się dla mnie ze zdrowym odżywianiem.
Nie dość, że w strasznych warunkach te istnienia żyją, od początku skazane na brutalną śmierć to jeszcze faszerowane antybiotykami, sterydami. W chwili poczucia zagrożenia stres wydziela w ich ciele  niebezpieczne dla kolejnych zjadaczy w związki chemiczne.

Zero humanitaryzmu. Zero zdrowia. Nie chcę siebie a przede wszystkim dzieci mych truć świadomie z premedytacją jak gdyby.
♡♥♡




foto my





środa, 23 kwietnia 2014

foto my









español es mi lingua amada

Uwielbiam ten język.
Pięknie brzmi.
Reprezentuje latynoską nację i dotyczy kultury, która jest mi bliska...
temperament ludzi, muzyka, kuchnia... ah

Gdybym mogła wybrać kierunek studiów raz jeszcze byłaby to iberystyka. Dziś wiem czego nie wiedziałam mając te 19 lat...
Moja dzisiejsza znajomość hiszpańskiego opiera się na początkach naszej znajomości czyli tego, co nauczyłam się z telenowel. 2 lata nauki głównie gramatyki oraz słówek dały troszkę mniej. Niesumiennie staram się od 7 lat [ilu?!] uczyć samodzielnie. Bez dyscypliny, na 24h etacie jest to ciężkie zadanie. Niemniej nie ma mowy żebym zrezygnowała.
Znalazłam w sieci blog pewnej dziewczyny, która włada biegle 4 językami i w większości zawdzięcza to własnej pasji, mobilizacji, tak się nią zainspirowałam [nią i mistrzem
 jakim jest dla mnie Janusz Leon Wiśniewski, który także uczył się sam] że nie ma wymówek,  zwiększam obroty! Zwłaszcza, że nie zapowiada się w najbliższym czasie żadna okazja by pójść na kurs. Wizja mnie bez trudu posługującej się tym językiem - przede wszystkim śpiewającej bezbłędnie jest tak ekscytująca, że zaczęłam już dziś.
Podoba mi się jeszcze włoski :》






♡♥♡

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

jak cię widzą tak cię piszą

Gdzieś przeczytałam, że najwyższy poziom inteligencji to nie ocenianie innych.
Najczęściej od razu na widok innej osoby nasuwa nam się na myśl ocenianie...i wydaje mi się,  że niestety najczęściej są to opinie krzywdzące.
Ja nie raz przekonałam się o tym jak bardzo można się pomylić przy powierzchownym szufladkowaniu i jak głupio potem przed samym sobą za takie zachowanie jest...
I obiecuję sobie za każdym razem po takim niesprawiedliwym i bezsensownym początku,  że już nie będę. A następnym razem jest dokładnie tak samo. Czy możliwe jest zapanowanie nad tym? To zachowanie  automatyczne powiedziałabym.
faktycznie wyższa szkoła jazdy.




A z kolei druga strona medalu to nie przejmowanie się opinią innych. [nie w ogóle, ale tych innych nie moich] Postępowanie w zgodzie ze sobą. To daje prawdziwą wolność. W końcu zaczynam czuć się wolna. :》
po wielu latach niewoli totalnej, gdy wszystko ale to wszystko chłonęłam do siebie jak gąbka czy było warto czy nie. Przeglądałam się w oczach innych ludzi, nawet tych, których widziałam jeden jedyny raz, mijałam ledwo idąc ulicą. Tłumienie siebie. Wynik kompleksów, ale i postawy ludzi w moim kraju.

"Kiedy mówisz tak innym upewnij się, że nie mówisz nie sobie".

oj tak...


♡♥♡

minimalizm ułatwia życie

Jak bardzo przyzwyczajamy się do przedmiotów.  Rozleniwiamy,  uzależniamy.
Przywykliśmy już do otaczania się pomagaczami a także mnóstwem bibelotów, ubrań, gadżetów.
Zwróciłam na to uwagę,  bo przyjechałam do Londynu z garstką ubrań. Nie mamy telewizora ani wielu mebli, sprzętów.
I wcale mi ich nie brakuje tak naprawdę.
Ubrań jest wystarczająco by mieć co założyć. Ubieram najczęściej te same, ulubione.
15 par butów nie miałabym gdzie schować.
Telewizor zastępuje mi Internet,  z tą przewagą,  że sama wybieram co chcę oglądać.
W kuchni pare talerzy i szklanek, komplet sztućców, jedna patelnia. Póki co nie mamy dużego garnka a więc więcej pieczemy niż gotujemy i tyle.Nie posiadamy nadal stołu [choć to element niezbędny akurat] co moja znajoma przekuła na pozytyw. Mianowicie egzotyka posiłków jedzonych na podłodze podobnie jak  robią to Azjaci. ;-)
Bez dużej ilości mebli w mieszkaniu jest więcej przestrzeni, światła no i mniej kurzu.
Minimalizm w pełnym wydaniu ;-)
Najważniejsze to w mojej opinii uświadomić sobie czego naprawdę potrzebujemy. To nie rzeczy stanowią o nas.
Mało tego, wyzwolenie spod tysiąca akcesoriów przywraca kreatywność.
Dodatkowo takie zachowanie generuje oszczędności.
A jeśli już nabywać to dobrej jakości. Jak mówią Francuzi, z szacunku do siebie.
Zauważyłam, że wielu wybitnych, trochę ludzi majętnych żyje skromnie, widząc bogactwo gdzie indziej niż w przedmiotach.
Prostota. Harmonia. Ład.
♡♥♡

foto my